Związki przyczynowo skutkowe. Wspólny
polsko-węgierski interes 1938 r.
Do
września 1938 r. Republika Czechosłowacka - rządzona twardą ręką przez Tomasza
Masaryka i jego następcę Edvarda Beneša - panowała nad ziemiami zamieszkanymi
przez Niemców, Słowaków, Węgrów, Morawian, Polaków i Rusinów. Kierowniczą kadrą
tego wielonarodowego państwa byli jednak niemal wyłącznie Czesi. Mniejszości
narodowe były pozbawione swoich praw, nawet Słowacy - wspomniani w nazwie
państwa - nie mieli uniwersytetu ze słowackim językiem wykładowym, a spośród
około 100 generałów w czechosłowackiej armii Słowakiem był... jeden. Niechęć
wszystkich sąsiadów do państwa czechosłowackiego wzbudzało w dodatku
utrzymywanie przez reżim w Pradze bliskich kontaktów wojskowych ze Związkiem
Sowieckim, szykującym się do podbicia Europy.
Państwem,
które jako pierwsze otwarcie wystąpiło przeciwko Czechosłowacji, była III
Rzesza. 30 września 1938 r. - po konferencji w Monachium - rząd Republiki
Czechosłowackiej zgodził się na oddanie III Rzeszy tych części swoich ziem, na
których mieszkali Niemcy, i przyjęcie od Berlina gwarancji bezpieczeństwa.
Także inne narody mieszkające w Czechosłowacji pragnęły tego, co dostali
Niemcy: Węgrzy i Polacy powrotu do macierzy, a Słowacy i Rusini utworzenia
niepodległych państw. Polacy 2 października 1938 r. odzyskali Śląsk Cieszyński.
Rząd w
Pradze zamierzał pójść na drobne ustępstwa. Zmiany były jedynie kosmetyczne,
m.inpaństwo przestało się nazywać Republiką Czechosłowacji, a stało się
Republiką Czecho-Słowacji (Morawianie się śmiali, że oni też są wspomniani w
nowej nazwie państwa - jako... myślnik). Co więcej, uzyskanie protekcji Berlina
usztywniło stanowisko Pragi, która nie tylko nie zamierzała wypełnić podjętych
wcześniej zobowiązań wobec Warszawy i Budapesztu, ale nawet rozpoczęła próbę
ponownego zaboru Śląska Cieszyńskiego, rozpoczynając tam akcje dywersyjne (dużo
większą skalę miały działania - sponsorowanej przez Czechów - Organizacji
Ukraińskich Nacjonalistów, która na przełomie lat 1938 i 1939 przeprowadziła w
Małopolsce 81 akcji sabotażowych i dywersyjnych). W tej sytuacji Polacy i
Węgrzy postanowili rozpocząć akcje dywersyjne na Słowacji oraz na Zakarpaciu.
Pierwsi
uderzyli Węgrzy, którzy już od początku października rozpoczęli operacje
zbrojne. Były to działania prowadzone na szeroką skalę, w akcjach brało udział
nawet po kilkuset Węgrów. Królewska Armia Węgierska kilkakrotnie atakowała
słowackie terytorium, działalność polityczną i dywersyjną prowadziły zaś
organizacje paramilitarne. "Rongyos Garda" - czyli "gwardia
biedaków" - wywodziła się z utworzonej jeszcze w latach 20. samoobrony
węgierskiej mniejszości na Słowacji, z kolei "Szabadcsapatok" - czyli
"oddziały wyzwoleńcze" - były formacjami utworzonymi na Węgrzech. Jedną
z ich największych akcji była próba opanowania Mukaczewa i Berehowa podjęta 9
października. Operację tę - przeprowadzoną na obszarze zamieszkanym niemal
wyłącznie przez Węgrów - zaplanowano jako pokojową demonstrację, lecz przybyłe
oddziały czecho-słowackiej żandarmerii otworzyły ogień, zabijając 17 Madziarów,
a 339 wtrącając do więzienia. Nieliczni znaleźli schronienie na Węgrzech, a 15
uciekinierom udało się - po blisko dwutygodniowej odysei - dotrzeć do granic
Rzeczypospolitej.
“Rongyos
Garda" oraz "Szabadcsapatok" prowadziły działania na południu
Słowacji i Zakarpaciu, na obszarach zamieszkanych głównie przez mniejszość
węgierską, Polacy mieli więc rozpocząć akcję na północy kraju. Operację
"Łom" przeprowadzono pod auspicjami II Oddziału Sztabu Głównego,
czyli polskiego wywiadu wojskowego. Skorzystano z kadry zawodowej, od lat
przygotowywanej do działań partyzanckich. Dlatego też wśród polskich
dywersantów pojawiały się nazwiska doskonale znane z późniejszej polskiej
historii, m.in. ppor. Konrad Guderski - późniejszy obrońca Poczty Polskiej w
Gdańsku czy mjr Jan Mazurkiewicz - późniejszy szef Kedywu Armii Krajowej i
Zgrupowania "Radosław". Wśród szeregowych dywersantów znaleźli się
także ochotnicy ze Śląska Cieszyńskiego, którzy kilka tygodni wcześniej brali
udział w wyzwalaniu tamtego regionu.
Dywersja
i dyplomacja
W
pierwszej fazie operacji "Łom" polskie oddziały przeprowadzały akcje
niedaleko od granicy, zaplanowane tak, żeby na wrogim terenie przebywać w
czasie trwania długiej, jesiennej nocy. Grupy dywersyjne były nieliczne, w ich
skład wchodziło kilka osób. Na akcje patrole wychodziły w ubraniach cywilnych,
przede wszystkim sportowych wiatrówkach i narciarskich spodniach. Uzbrojeniem
bojowców była broń dawnej Armii Austro-Węgierskiej, pozostająca w 1938 r. wciąż
na uzbrojeniu Armii Czecho-Słowackiej i dostępna także w polskich magazynach.
Po kilku potyczkach czecho-słowackie władze zdały sobie jednak sprawę, że
oddziały dywersyjno-sabotażowe ekwipowane są przez Wojsko Polskie. Można
przypuszczać, że Polakom nie zależało na utrzymywaniu swojego udziału w
operacji "Łom" w sekrecie, w ten sposób dawano bowiem stronie
czeskiej do zrozumienia, iż polskie działania zbrojne na terenie
Czecho-Słowacji są represjami za czeski sabotaż i dywersję na Śląsku
Cieszyńskim.
Dzisiaj
trudno jest zrozumieć, dlaczego w dwudziestoleciu międzywojennym stosunki
pomiędzy Polską a Czechosłowacją były zadziwiająco złe. Oba kraje miały
przecież tego samego niemieckiego wroga, oba spajały więzy słowiańskiej kultury
i języka. Z nieznanych jednak powodów rządzący w czeskiej Pradze nie chcieli
utrzymywać przyjaznych stosunków z Rzecząpospolitą. W styczniu 1919 r. dokonali
najazdu zbrojnego na Śląsk Cieszyński, w krytycznych dniach wojny Polaków z
bolszewikami zamknęli swoje linie kolejowe dla pomocy z Zachodu, następnie
wspierali irredentę ukraińską i białoruską. Wreszcie przez wiele lat odrzucali
propozycje sojuszu wojskowego oferowane przez Warszawę. Być może gdyby przyjęto
polską ofertę wspólnego wystąpienia przeciwko Niemcom, Czechosłowacja
przetrwałaby kryzys 1938 r. Nieodpowiedzialna polityka Pragi zaowocowała jednak
tym, że Polacy byli zmuszeni wystąpić przeciw Czechom, ale wraz z Węgrami.
2
listopada 1938 r. Madziarzy odnieśli sukces dyplomatyczny. Międzynarodowy
arbitraż prowadzony w Wiedniu przyznał Budapesztowi ziemie należące do
Czecho-Słowacji, a w większości zamieszkane przez Węgrów. W jakim stopniu
wspólne polsko-węgierskie działania destabilizujące Czecho-Słowację wpłynęły na
wynik arbitrażu - nie wiadomo. Był on jednak dużym sukcesem Budapesztu i chyba
jeszcze większym sukcesem Warszawy.
Sukcesem
Rzeczypospolitej były niemal wszystkie decyzje podejmowane wobec Czechosłowacji
jesienią 1938 r. We współczesnej Polsce zapomina się bowiem, że Czechosłowacja
była przed rokiem 1938 sojusznikiem Związku Sowieckiego, bardzo wrogo
nastawionym do Polski. W razie napaści sowieckiej na Rzeczpospolitą Czesi
przyłączyliby się do agresji - tak jak uczynili to w latach 1919 czy 1920.
Decyzje konferencji w Monachium doprowadziły do zerwania sojuszu
czesko-sowieckiego, a skutki nowo powstałego sojuszu czesko-niemieckiego
zostały w pewnym stopniu zrównoważone odzyskaniem Cieszyna. Tamtędy prowadziła
jedna z dwóch linii kolejowych wiodących na wschód. 2 listopada 1938 r. Węgrzy
odzyskali południową Słowację i opanowali drugą linię kolejową.
Wspólna
granica
Arbitraż
wiedeński był jedynie częściowym sukcesem Węgrów. Nie oznaczał więc
zaprzestania polskiej działalności sabotażowo-dywersyjnej w Czecho-Słowacji.
Tym razem stawką było Zakarpacie, niegdyś należące do Królestwa Węgier, a od
końca I wojny światowej administrowane przez Pragę. Taki właśnie był status
tych ziem, które zabrano Węgrom pod pozorem przekazania ich państwu
ukraińskiemu, gdy tylko odzyska ono niepodległość. Oficjalne stanowisko Pragi
nie przeszkadzało prowadzeniu tam przez nią twardej polityki narodowościowej
oraz "czechosłowakizowaniu" zamieszkujących tę ziemię Rusinów i
Węgrów. Jednocześnie z terenów tych wspomagano ukraińskich nacjonalistów
działających w Polsce. Nic więc dziwnego, że opanowanie Zakarpacia przez Węgrów
było także w interesie Polaków.
Tym
razem zmieniono formę działań. Dywersantów zorganizowano w 7. kompanii -
liczących ponad 100 ludzi każda - i uzbrojonych nie tylko w lekką broń, ale
także w pistolety maszynowe oraz karabiny maszynowe. Przez granicę przechodziły
grupy liczące nawet 80 ludzi i prowadziły one kilkudniowe rajdy, co pozwoliło
na przeprowadzanie kilku ataków dziennie na czecho-słowacką infrastrukturę. Nie
zawsze zresztą kończyły się one sukcesem, zginęło bowiem 11 Polaków (spośród
722 dywersantów). Siedmiu z nich poległo w boju, trzech zostało rozstrzelanych
w Onakovcach koło Użhorodu, a jeden - ppor. Władysław Wolski z 53. pp w Stryju
- został zamęczony na śmierć podczas przesłuchania.
Akcję
"Łom" przerwano 25 listopada 1938 r., gdy Węgrzy zdecydowali się
odzyskać Ruś Zakarpacką innymi środkami. W przeciągu kilku tygodni działań
polscy dywersanci zniszczyli most kolejowy, 12 mostów drogowych, zaporę wodną,
centralę telefoniczną i budynek poczty. Przerwano też linię kolejową, zerwano
linię wysokiego napięcia i 27 razy niszczono linie telefoniczne. Poległo też
kilku funkcjonariuszy państwa czecho-słowackiego (żołnierzy, żandarmów,
strażników granicznych).
ile
pierwsza część operacji przyniosła sukces, o tyle druga - listopadowa -
zakończyła się fiaskiem. Jedynym skutkiem było takie zdezorganizowanie życia na
Zakarpaciu, że miejscowa ludność zamiast popierać rusińskie ambicje
niepodległościowe, pragnęła jak najszybszego zakończenia konfliktu, mało dbając
o to, kto wygra. Ostatecznie zresztą wygrali Węgrzy, którzy - korzystając z
powstania niepodległej Słowacji - zajęli w marcu 1939 r. Zakarpacie, osiągając
wspólną, polsko-węgierską granicę.
Polsko-węgierska
współpraca znalazła swój epilog we wrześniu 1939 r. Słowacja stanęła wówczas po
stronie Niemców. Słowacy byli sojusznikiem o bardzo wątpliwej wartości, zdolnym
do ograniczonego działania: zajęcia Zakopanego i okolic. Niemcy chcieli
zaatakować Rzeczpospolitą z terenu Słowacji i uderzyć stamtąd na Lwów, lecz nie
mogli tego uczynić, nie mieli bowiem linii kolejowych, którymi mogliby
zaopatrywać walczące tak daleko na wschodzie wojska. Mieli nadzieję, że
uzyskają taką możliwość, gdy zajmą Cieszyn, ale Wojsko Polskie tak dokładnie
zdewastowało linię kolejową, że uruchomiono ją dopiero... w 1940 r. Berlin
zwrócił się zatem z ultimatum do Węgrów, żądając pozwolenia na skorzystanie z
ich linii kolejowych. Rząd w Budapeszcie się nie ugiął, zmobilizował swoją
nieliczną armię i zagroził wysadzeniem mostów kolejowych, gdyby Niemcy
zdecydowali się na wzięcie ich siłą.
Gdyby
Niemcy mogli zaatakować Polskę ze wschodniej Słowacji (nie wspominając już o
Zakarpaciu), Wojsko Polskie miałoby jeszcze mniej szans na skuteczną obronę, a
ostatni polski bastion - przedmoście rumuńskie - padłby już w pierwszych dniach
wojny. A tak - w pewnym stopniu dzięki akcji przeprowadzonej wspólnie przez
Węgrów i Polaków - przedmoście rumuńskie załamało się dopiero po zdradzieckim
uderzeniu Armii Czerwonej 17 września 1939 r. I właśnie przez to przez wiele
lat nie wolno było głośno mówić o polsko-węgierskiej tajnej operacji na
Słowacji i Zakarpaciu.
Na podstawie artykułu Tymoteusza Pawłowskiego, Historia do Rzeczy